Historia o oddzieleniu i samotności. Historia o pięknym kraju i pięknym języku. Historia o doświadczaniu przyjaźni z Bogiem jak nigdy wcześniej.
Program Erasmus kojarzy się z poznawaniem wielu ludzi, odwiedzaniem wielu miejsc i dobrą zabawą. Kojarzy się z oglądaniem pięknych widoków i relacjami, które zostają potem na całe życie.
Mój był troszeczkę inny. Wyjechałam do Włoch we wrześniu 2020 (czyli tuż przed drugą falą pandemii - to dosyć zabawne, że ten okres liczy się w falach, a nie miesiącach). Byłam tam do lutego 2021, czyli idealnie przez drugą i trzecią falę (które mi osobiście zlały się w jedną długą).
Organizując wyjazd, jeszcze w trakcie pierwszej fali, trochę już przeczuwałam, że może być różnie z tym poznawaniem wielu ludzi. Bardzo zależało mi, by pojechać z inną koleżanką ze studiów. Wszystko było umówione.
A w pewnym momencie zaczęłam przeczuwać, że Bóg chciałby, żebym pojechała tam sama. Oczywiście niezbyt podobał mi się ten pomysł, więc walczyłam dalej po swojemu. Ale otwarte drzwi zaczęły się zamykać. Jedna koleżanka, z którą miałam jechać, zrezygnowała. Druga dostała się do innego miasta. Trzecia przełożyła wyjazd na inny semestr w nadziei, że do wtedy już nie będzie lockdownu.
Czasami błogosławieństwo jest w zamkniętych drzwiach.
Pojechałam w końcu całkiem sama.
Przed wyjazdem usłyszałam od kogoś, że w chwilach samotności, gdy nie ma nikogo innego, Bóg może być "osobą do spędzania czasu". Osobą, z którą idziesz na spacer, na zakupy i na uczelnię.
Nie znałam tam nikogo, więc nie miałam żadnych relacji, a w momencie, gdy mogłam je nawiązać, pojawił się kolejny długi lockdown, trwający przez cały mój pobyt we Włoszech.
To był najbardziej samotny czas w moim życiu. A jednocześnie nigdy w życiu nie byłam bliżej Boga niż wtedy. Siedząc całymi dniami w domu, nie mając nawet dokąd wyjść ani pojechać, nie mając kogo ani co odwiedzić, spędzałam czas z Bogiem. Nigdy wcześniej nie poświęcałam Mu tyle czasu co wtedy.
Bóg mówił mi o rzeczach, o których nie mówił wcześniej. Ja mówiłam Jemu o rzeczach, o których nie powiedziałam mu nigdy do tamtej pory - nie z nieszczerości, ale dlatego, że nigdy nie dokopałam się z Nim aż tak głęboko w mojej duszy.
Dużo się wtedy nauczyłam o przyjąźni z Bogiem - przede wszystkim tego, że nie jest ona skomplikowana. Nie ma na nią recepty ani leku. Opiera się na spędzaniu czasu. Po prostu. Z każdą chwilą spędzoną z Nim, zbliżamy się do Niego.
Teraz myślę, że każdy w pewnym sezonie życia przejdzie przez pustynię. Może nawet kilka razy.
I pustynia kojarzy mi się słodko-gorzko z samotnością i bólem, ale też z ponadnaturalną Bożą bliskością. Pustynia nigdy nie miała być miejscem, które ma osłabić. Pustynia zawsze miała służyć jako oddzielenie - żeby zbliżyć się do Boga.
Dziękuję za pustynię
Gdzie nauczyłam się być spragniona Twojej obecności
Gdybym nie przeszła przez to miejsce,
Jak inaczej doświadczyłabym Twojej dobroci?
Dziękuję za czas samotności
W którym nauczyłam się żyć w ciszy
Bo gdy inne głosy cichną
Zaczynam słyszeć jak mnie wołasz
Bo poznawanie Ciebie bardziej jest warte wszystkiego
Dokonałeś niesamowitych rzeczy
Jezu, Twoja miłość nigdy nie zawodzi
Moje dusza śpiewa o tym, czego dokonałeś
Dziękuję Ci za moje blizny
One wskazują na to, kto jest moim Uzdrowicielem
Jak miałabym doświadczyć Twojej mocy
Gdybyś nie pokazał mi mojej słabości?
Przez ogień i przez wodę
Nie wypuściłeś mnie ze swoich rąk
Moje dusza będzie śpiewać o tym, że dokonałeś wielkich rzeczy
Ja jestem słaba, ale Ty jesteś silny
Będziesz zawsze moją nadzieją
Moje dusza będzie śpiewać o tym, że dokonałeś wielkich rzeczy
Elevation Worship - Great Things (Worth It All) - piosenka, która opisuje te pół roku mojego życia,
moje skromne tłumaczenie na potrzeby tego wpisu
moje skromne tłumaczenie na potrzeby tego wpisu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz