Moc postu


Moja mama często pościła, więc temat nie był mi obcy. Jednak jako wierząca nastolatka nie pościłam często, a jeśli już, to nie na jedzenie, tylko odstawiałam facebooka lub internet.

Pierwszy post, który mnie przemienił, miał miejsce w wakacje po moim pierwszym roku studiów. Byłam kilka miesięcy po przeprowadzce do dużego miasta, w którym prawie nikogo nie znałam. Znalazłam kościół i powoli zaczynałam się angażować w spotkania dla studentów i młodych dorosłych, ale dosyć nieśmiało, jak to ja. Krótko przed wakacjami, rozmawiając o tych właśnie spotkaniach studenckich, doszliśmy z paroma osobami do wniosku, że musimy wykorzystać wakacje na modlitwę o kolejny sezon, kolejny rok akademicki, bo potrzebujemy Bożego działania.

Zaczęliśmy post. Kilka osób regularnie, w różnych dniach tygodnia. Moje zawsze były wtorki. Wiedzieliśmy, kto i kiedy ma swój dzień postu, więc zawsze rano wysyłaliśmy tej osobie wiadomości z zachętą. Z drugiej strony, dostając takie wiadomości, wiedziałam, że jestem odpowiedzialna przed innymi ludźmi za mój dzień postu i nie mogę go przebalować na deserach z czekoladą.

Miałam dni, kiedy było super. Modliłam się na językach w pracy, śpiewałam piosenki uwielbieniowe chodząc między regałami książek w empiku (tam pracowałam). 
Miałam też dni, kiedy nie widziałam w tym sensu. Kiedy nikt nie pamiętał, żeby wysłać mi zachętę i zastanawiałam się, czy to ma znaczenie. Ale nawet wtedy, i tak w tym trwałam.

Po czterech miesiącach poszczenia raz w tygodniu i spotykania się w każdą środę z grupą ludzi, żeby razem się modlić, zobaczyłam niewyobrażalną zmianę.
Zmianę we mnie samej.
Myślę, że ten post faktycznie miał wpływ na cały kolejny sezon, ale na tamten moment byłam zadziwiona tym, czego Bóg dokonał przez ten czas we mnie.

Po całych wakacjach postu i modlitwy o grupę studencką, w której sama byłam nowa i czułam się niepewnie, Bóg wyrył ją w moim sercu.
W czerwcu nikogo tam nie znałam i czasami czułam się tak tym przytłoczona, że kusiło mnie, żeby uciec ze spotkania.
We wrześniu byłam pewna, że to jest moje miejsce na Ziemi, że kocham tych ludzi i tą społeczność, chcę tam służyć i mieć na to wpływ.

Myślę, że to, że o coś pościsz i się modlisz, nieodzownie łączy się z tym, że zacznie ci na tym zależeć. Często pościmy w intencji jakiejś sytuacji, żeby Bóg zainterweniował, a ta sytuacja się zmieniła. To może się stać i wierzę, że post ma wpływ na nasze okoliczności i rzeczywistość.
Ale jeszcze bardziej jestem przekonana, że w czasie postu Bóg przemienia nasze serca, nasze nastawienie, nasz sposób myślenia. 

Post przede wszystkim przemienia nas samych.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz