Jakiś czas temu miałam moment, w którym zaczęłam się zastanawiać: halo, co jest nie tak? Coś mi nie pasowało i nie wiedziałam, co to takiego. Wiedziałam tylko, że to jest coś nieprzyjemnego i mi się nie podoba.
Wszystko w moim życiu było w porządku. Żadnego kryzysu, cieszyłam się z tego co robię i co się dzieje wokół mnie.
Ale czegoś mi brakowało.
Brakowało mi dawania.
Brakowało mi dawania w relacjach.
Od kiedy pamiętam zależało mi na tym, żeby dbać o relacje z innymi osobami. To był dla mnie jeden z najwyższych priorytetów. Dbać o szczere, głębokie i wartościowe więzi, obojętnie czy coś z tego mam, czy nie.
Przecież nie chodzi o to, co na tym zyskujemy.
Wręcz odwrotnie.
Pojawiła się pandemia i izolacja, a ja dodatkowo wyjechałam na kilka miesięcy do Włoch, gdzie nie znałam nikogo. I o ile ten czas był niezwykły pod wieloma względami (na pewno kiedyś o tym opowiem), to przez niego odzwyczaiłam się od tego, by zabiegać o relacje.
Zabiegać. Ładne słowo. Jeśli za czymś idziemy, to znaczy, że w to wierzymy. Ale jeśli biegniemy, to musi nam zależeć naprawdę mocno.
Wróciłam do Polski, ale odzwyczajenie zostało. Kiedyś sama dzwoniłam do ludzi i zapraszałam ich na kawę. Teraz nagle zrobiłam się zajęta, chociaż wciąż miałam tyle samo czasu, co wcześniej.
Wszyscy mamy dwadzieścia cztery godziny dnia. Wszyscy mamy tyle samo czasu. Od nas zależy, na co go poświęcamy.
Na co jesteśmy gotowi ten czas stracić.
Myślę, że o to chodzi w byciu z ludźmi. O to, co na tym "tracimy". Co z siebie dajemy. Co pozostawiamy drugiej osobie. O czas i energię, których nie da się zwrócić. I nie trzeba.
Tak naprawdę na tym nie stracimy, bo to wszystko daje o wiele większą satysfakcję i spełnienie niż cokolwiek innego. Biblia, mówi, że Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu (Dzieje 20:35). Zastanawiam się, czy to też nie dotyczy relacji.
Zapętliłam się w miejscu, gdy szukałam relacji z osobami, które mogą mi coś dać, zainspirować mnie, natchnąć, zachęcić.
Zabrakło mi tego, żeby dawać bez oczekiwania niczego w zamian. Żeby być dla ludzi i z ludźmi, którzy kosztują mnie energię i czas. Żeby nie utrzymywać kontaktów tylko z tymi, którzy mogą mi coś dać, ale nawet z tymi, którzy niekoniecznie sami szukają tego kontaktu. Nie tylko z tymi, którzy się starają też o mnie.
Bez warunków. Bez wymagań.
Tak kocha Ojciec. I tak samo ja chcę kochać.
Modlę się o hojne serce. Serce Ojca, który daje i jest dla nas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz